Dlaczego wymagam wyników badań od moich Pacjentów?

Wyniki badań są bardzo ważne. Pokazują stan naszego organizmu, jak funkcjonuje czy wszystkie reakcje i procesy zachodzą prawidłowo. Tak jak co roku robimy przeglądy samochodów, tak samo powinniśmy robić regularne „przeglądy” naszego organizmu zgodnie z powiedzeniem: „Lepiej zapobiegać niż leczyć.”

Z tego względu gdy przychodzą do mnie pacjenci na wizytę zawsze chcę od nich wyniki badań i chcę je zobaczyć sama. Nigdy nie wierzę im, gdy mi mówią, że wyniki są w porządku lub że „lekarz powiedział, że wyniki są w normie”. Chcę je sama zobaczyć i przeanalizować. Fajnie też, gdy mają wcześniejsze wyniki, można wtedy je porównać i zobaczyć, jaka jest tendencja i czy coś się zmienia. I też zawsze przekonuję pacjentów, że powinni zrobić badania, bo dopiero wtedy będę mogła pomóc im najlepiej jak potrafię. Często pacjenci mówią, że nie ma potrzeby, że są zdrowi, że nic im nie dolega, ale tylko te zmęczenie, wypadanie włosów i kilka kilogramów za dużo… że to nie ma na pewno związku. A potem robimy badania i nagle okazuje się, że są jakieś problemy (oczywiście nie zawsze, ale w zdecydowanej większości). Okazuje się, że ktoś ma problem z gospodarką cukrową, insulinooporność, niedoczynność tarczycy, PCOS itd. Wtedy pod dolegliwości zdrowotne układamy dietę, czasami dobieramy suplementację i nagle jest więcej energii, poprawia się wygląd, a kilogramy same spadają. Zbieg okoliczności? Nie sądzę! Często ludzie nie są świadomi, że mają różne problemy zdrowotne. Dopiero potem w czasie naszej rozmowy, gdy analizujemy badania i samopoczucie pacjenta, to puzzle zaczynają układać się w całość. Wychodzi jednak, że objawy, które ktoś ma nie są normalne. Na jednym z forum bardzo trafnie określiła to jedna Pani, że pozwoliłam sobie przytoczyć: „Wielu ludzi przyzwyczaiło się do swojego złego samopoczucia, że nawet nie zdaje sobie sprawy, że może być lepiej. Czują się tak codziennie, myślą, że to normalny stan, przyzwyczajają się i nie potrafią potem odpowiednio wyłapać symptomów, objawów, ponieważ zwyczajnie nie mają porównania i pojęcia, co to znaczy czuć się dobrze.”

A to ostatni przykład z mojego gabinetu. Pani Małgosia ćwiczyła z trenerem na siłowni. Ćwiczyła już pół roku i waga nie spadała, waha się minus 2-3 kg, ale jak na pół roku ćwiczeń 3 razy w tygodniu przyznacie sami, że to nie wygląda dobrze? Pytała mnie jak to możliwe. Kilka razy powtarzałam, żeby zrobiła badania. I w końcu zrobiła. Przyszła zadowolona, uśmiechnięta i mówi: „Jestem zdrowa jak ryba!”. A ja mówię, dobrze, spokojnie porozmawiamy, przeanalizujemy badania i wszystko mi opowiesz. Siadamy, rozmawiamy. Przeprowadziłam z nią najpierw wywiad na temat odżywiania, jej stylu życia, chorób itd. Faktycznie wszystko wyglądało w porządku. Potem zabrałam się za wyniki. Patrzę na insulinę, patrzę na glukozę… Podchodzi mi pod insulinooporność. A wcześniej w rozmowie nic nie wyszło. Zaczynam pytać Małgosię czy ma takie i takie objawy? Nagle jej się przypomina jedna rzecz i druga i trzecia. Mówi mi, że jak w ciągu dnia czasami nie napije się coli to czuje, że zasłabnie. Okazuje się też, że w rodzinie ma osoby chore na cukrzycę. I tak dalej rozmawiamy. Powiedziałam jej, że według mnie ma insulinooporność i hipoglikemię. Pani Małgosia była przerażona, ale ją uspokajam. Mówi, że faktycznie kiedyś jak była u lekarza, to mówił jej, że musi dbać o siebie, bo ma ryzyko cukrzycy. Jednak, żeby jeszcze potwierdzić moją teorię postanowiła iść do lekarza. Byłam sceptycznie nastawiona do tego, bo wiem jacy są lekarze, ale nie odwodziłam jej od tego… Za kilka dni widzę się z Małgosią. Dziękuję mi. Powiedziała, że lekarz wszystko potwierdził, co jej powiedziałam, nie dał jej leków, kazał zmienić dietę i za 3 miesiące przyjść po skierowanie na badania, żeby wszystko sprawdzić. Ufff! Takiego lekarza ze świecą szukać!

I widzicie co się dzieje, gdy nie zrobimy badań? Małgosia męczyła się pół roku. Oczywiście też można ułożyć dietę na podstawie wywiadu z pacjentem. I może ona przynieść oczekiwane rezultaty, ale nie musi lub może to być znacznie wydłużony okres czasu. Gdy będą ukryte jakieś problemy zdrowotne, których nie uda nam się połączyć z objawami lub nieświadomy pacjent nie powie o tym, wtedy nasza droga będzie trudniejsza. Tak jak tutaj w przypadku Małgosi. Małgosia powiedziała, że chce schudnąć i że jest zupełnie zdrowa, nie ma żadnych problemów. Układamy dietę w celu zgubienia zbędnej tkanki tłuszczowej, pacjentka mówi, że się stosuje, zakładamy, że nie kłamie, mijają tygodnie i waga spada nieznacznie lub w ogóle. W końcu byśmy zrobiły badania i okazałoby się, że ma insulinooporność i hipoglikemię. A w takim przypadku stosuje się inną dietę, która różni się od zwykłej diety redukcyjnej. I co z tego wyszło? Męczyłby się dietetyk i męczyłby się pacjent czując rozgoryczenie i że jednak diety nie mają sensu, musi się pogodzić z tym jak jest. Gdy nie zrobimy badań, a będą ukryte problemy, wszystko będzie dłużej trwało, poświęcimy na to więcej czasu i pieniędzy, a przede wszystkim naszego zdrowia i cierpliwości. Aż w końcu przyjdzie taki moment, że badania będzie trzeba i tak zrobić. Gdyby Małgosia zrobiła badania na początku swojej przygody z siłownią zaoszczędziłaby pół roku czasu. Dodatkowo później też należy zrobić badania kontrolne, żeby obserwować jak wyniki zmieniają się wraz z samopoczuciem, wagą itp. W czasie dietoterapii robienie regularnych badań w określonych przedziałach czasowych wiele daje. Choć… tak wiem, często jest to nierealne ze względu na trudność dostania skierowań na badania i ograniczone możliwości finansowej pacjentów…

Jednak na początku swojej drogi nie zwlekaj! Zrób badania. I rób je chociaż 1-2 razy w roku, chociaż same podstawy. Jeśli wszystko naprawdę wyjdzie dobrze, to super, bardzo się cieszę. Będziesz wiedział, że jesteś zdrowy. A jeśli coś wyjdzie nie tak, będzie więcej czasu, żeby się tym zająć w odpowiedni sposób.

Wydrukuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *