Moja historia ze sportem w tle!

Kochani dziś zapraszam Was na serię wpisów na blogu na temat siłowni!
dumbbells-932426__180Cykl ten zaczynam od wpisu opowiadającego o tym, jak się zaczęła moja przygoda z siłownią. Natomiast w kolejce czekają wpisy dotyczące tego, jakie korzyści przynosi trening siłowy, czy słusznie wiele Pań się go obawia, jak się do niego przygotować, co ze sobą zabrać na siłownię oraz jak rozpoznać dobrego trenera personalnego. To już wkrótce systematycznie będzie pojawiać się na blogu. Śledźcie uważnie!

A dziś moja historia. Miało być krótko, a wyszło jak zwykle, choć i tak starałam się jak najkrócej. Wrzuciłam też trochę więcej prywatnych zdjęć. 😀 Mam nadzieję, że Was nie zanudzę, a kogoś może zainspiruje lub zmotywuję do ruszenia się z kanapy.

Odkąd tylko pamiętam byłam osobą bardzo aktywną. W dzieciństwie rower i rolki były moimi ulubionymi środkami transportu. Rowerem jeździłam kilka kilometrów do szkoły, gdy pogoda tylko pozwalała, a po południu czy to sama czy ze znajomymi wybieraliśmy się na różne wycieczki rowerowe. To samo było z rolkami.

rower

Między czasie też miałam epizody związane z grą w siatkówkę i kosza. Było parę sukcesów mniejszych czy większych, ale to nie było najważniejsze. Pokochałam zwłaszcza siatkówkę, te uczucie na boisku podczas meczu jest nie do opisania. Kto kiedykolwiek grał, ten wie. Miałam nawet własne boisko do siatkówki i często ze znajomymi rozgrywaliśmy tam różne mecze i turnieje. To był wspaniale spędzony czas i często jeszcze tęsknię za tym. Wszystko jednak się skończyło, gdy poszłam na studia i przeniosłam się do innego miasta. Nowe miejsca, nowi ludzi, więcej obowiązków, szkoła, praca i jakoś dla sportu zabrakło miejsca w moim życiu.

Jednak z czasem, znów zaczęło brakować mi aktywności. Zainspirowana przez kolezankę postawiłam na różne filmiki na Youtube i z nimi ćwiczyłam codziennie w mieszkaniu. Na zmianę był to Fitness Blender, Zuzka Light, Jillian Michaels, Natalia Gacka, Ewa Chodakowska i jeszcze inne podobne. Jednak po pół roku już wszystkie filmiki znudziły mi się, a większość z nich znałam na pamięć. Przestały też sprawiać mi większe trudności i szukałam czegoś nowego dla siebie. I tu się pojawił pewien pomysł.

Naprzeciwko mojego bloku, w którym wtedy mieszkałam była hala sportowa i tam znajdowała się także malutka osiedlowa siłownia. Codziennie, chodząc do pracy mijałam ją i zastanawiałam się czy w końcu nie spróbować treningu tego rodzaju. Miałam wiele typowych lęków, z którymi spotykam się teraz u moich klientek. Bałam się, że wszyscy mnie wyśmieją, że będą się tylko na mnie patrzeć, że nic nie będę potrafiła zrobić, że po prostu sobie nie poradzę. Ale jak to ja, pewnego dnia po prostu spontanicznie po pracy poszłam na siłownię. Weszłam nieśmiało, wszędzie byli tylko sami Panowie, co mnie jeszcze bardziej wystraszyło. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Jednak podszedł do mnie pewien starszy Pan z wąsem i przedstawił się. Był dyżurnym trenerem i powiedział, że z chęcią mi pomoże i przeprowadzi pierwszy trening. Na początek zrobiliśmy rozgrzewkę, potem pokazał mi podstawowe ćwiczenia z ciężarami, opowiedział wszystko ze szczegółami na temat różnych ćwiczeń, ilości powtórzeń, nauczył obsługi maszyn. Nawet nie wiem, kiedy zleciało mi 1,5 h ćwiczeń. W tym czasie nawet nie zwracałam uwagi czy ktoś na mnie patrzy, że ludzi przychodzili i wychodzili z siłowni. Zmęczona, ale pełna energii i z bananem na twarzy wyszłam z tego treningu. Od razu poczułam, że to jest to 😀 Następnego dnia od razu po pracy kupiłam karnet i znów poszłam na siłownię. Trener nadal mi udzielał rad i korygował różne błędy, których na początku było u mnie wiele. Jestem ogromnie szczęśliwa, że na samym początku trafiłam na takiego człowieka. Jeśli to czyta to pozdrawiam go ciepło i dziękuję! Po kilku treningach z jego pomocą, potem już zaczęłam ćwiczyć sama. Było to trochę trudniejsze dla mnie, bo wtedy miałam ciągle wrażenie, że ktoś na mnie się patrzy, że coś źle robię i się ośmieszam, że się spociłam, że może źle wyglądam, ponieważ nie mam makijażu itd. Miałam mnóstwo różnych leków i wątpliwości. Ale z czasem wszystko minęło. Za każdym razem wchodzja1iłam coraz pewniej na siłownię, poznawałam coraz więcej sympatycznych ludzi i nawiązałam nowe znajomości. Już nie przejmowałam się, że ktoś na mnie patrzy, a gdy jakiś Pan zwracał mi uwagę, że coś robię źle lub nie do końca tak jak trzeba, byłam wdzięczna i nie odczuwałam tego, jako coś złego czy przykrego. Chciałam jak najwięcej i najlepiej się nauczyć. Nawet się przyzwyczaiłam, że byłam jedyną kobietą ćwiczącą na wolnych ciężarach i jedną z niewielu, które przychodziły na tę siłownię. Tak byłam zafascynowana treningiem siłowym, że nie zauważyłam nawet pierwszych zmian, jakie zaszły w mojej sylwetce. A najbardziej mnie ucieszyło, jak któregoś dnia trener mi powiedział, że mam coraz prostsze plecy i już nie chodzę taka zgarbiona, jak kiedyś. Od tego czasu miałam dodatkową motywację do treningów. Zaczęłam chodzić na siłownię codziennie, stała się ona moim drugim domem, co teraz wiem też nie było dobre, ale o tym napiszę w jednym z kolejnych wpisów. Bo czym więcej treningów, to nie znaczy lepiej.
Po pewnym czasie musiałam zmienić miejsce zamieszkania, wróciłam do swojego domu rodzinnego i już się bałam, co ja teraz zrobię. Przecież musiałam zostawić moją ukochaną siłownię… Mieszkam w małej wsi, niedaleko niewielkiego miasta i były tu 3 siłownie. Zrobiłam szybko rozeznanie, wybrałam jedną z nich i poszłam na trening. Pierwszy dzień był okropny. Siłownia była dużo większa, lepiej wyposażona, więcej nowego sprzętu, którego wcześniej nie widziałam i nowi ludzi. Czułam się zagubiona, brakowało mi atmosfery i ludzi z tamtej siłowni. Znów w moje głowie zaczęło się kręcić kilka lęków podobnych do wcześniejszych… Jednak przez ten czas, przez który już trenowałam stałam się odporniejsza i silniejsza nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. Szybko zaaklimatyzowałam się w nowym miejscu. Też poznałam wielu nowych ludzi, z niektórymi nawiązałam nawet bliższe przyjaźnie. I to właśnie na tej siłowni zrodziły się pierwsze myśli, żeby zrobić sobie kurs trenera personalnego i instruktora siłowni. Często wiele Pań pytało mnie o różne kwestie związane z treningiem, prosiły o różne wskazówki, podziwiały za trening na wolnych ciężarach. Nawet udało mi się kilku Panom pomóc, co mnie bardzo cieszy.

instrukWszystko to sprawiło, że gdy tylko zobaczyłam w Internecie, że za kilka dni rozpoczyna się kurs trenera personalnego, szybko podjęłam decyzję i zapisałam się na niego. Było to niesamowite przeżycie dla mnie. Kurs uświadomił mi, jak wiele rzeczy umiem, ale że jeszcze więcej muszę się nauczyć. I tu muszę Wam przyznać, że nie zdałam go za pierwszym razem. Było mi strasznie przykro, poleciało nawet kilka łez smutku. Na studiach nigdy nie oblałam żadnego egzaminu, a to, o czym najbardziej marzyłam, nie poszło mi. Aż znajomi się dziwili, nikt nie mógł uwierzyć. „Jak to? Nie zdałaś? Nie możliwe!” Jednak szybko się wzięłam w garść i nie odpuściłam! Co ja się poddam? Absolutnie nie! Zaczęłam sama dodatkowo więcej czytać, oglądać, ćwiczyć, bardziej przyłożyłam się do pracy… I udało się. Za drugim razem zdałam bezbłędnie! Radość była ogromna, ale też uświadomiłam sobie, że to nie o to chodzi. Ten papierek to nie jest najistotniejsza rzecz. Najważniejsze jest to, że pracując z ludźmi biorę odpowiedzialność za ich zdrowie, sylwetkę, samopoczucie. Chcę im pomagać najlepiej, jak tylko potrafię. I dlatego chcę ciągle się rozwijać, żeby być najlepsza w tym, co chcę robić.

akop

Pamiętajcie jednak, że jeden kurs nie robi z człowieka trenera. Tu trzeba ciągle się dokształcać, podnosić swoje umiejętności i zdobywać kolejne doświadczenia. I ja na laurach nie spoczywam. Rozwijam się ciągle dla siebie i dla moich podopiecznych, którzy są dla mnie najważniejsi. Staram się być coraz lepsza. I odnoszę codziennie małe sukcesy z ludźmi, z którymi pracuję, a także jakieś swoje małe własne 😉

zawody

A ktoś z Was ćwiczy na siłowni? Skąd się wzięła Wasza pasja? Podzielcie się swoimi historiami 😉

Przyłącz się do konwersacji

4 komentarze

  1. Piękna historia pełna szczerości . Wogole cały Pani blog jest cudowny.Bardzo dużo się dowiedziałam z niego.Dlugo szukałam i znalazłam.Dziekuje.Teraz to moja lektura.Zycze wszystkiego dobrego i spełnienia marzeń.Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Cześć!

Nazywam się Marta Skoczeń. Dietetyka to moja praca i pasja. Uwielbiam pomagać ludziom w rozwiązywaniu ich problemów zdrowotnych. Chcę pokazać, że za pomocą odpowiedniej diety i aktywności fizycznej można zmienić swoje życie na lepsze.

Odbierz darmowy rozdział

Zapisz się do newslettera i odbierz darmowy rozdział mojego ebooka „Niedoczynność tarczycy i Hashimoto w pigułce”.

Ta strona korzysta z ciasteczek (pliki cookies), aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Przekazując swoje dane w trakcie korzystania ze strony wyrażasz zgodę na ich przetwarzanie i przechowywanie na serwerze. Dane te są przechowywane w sposób bezpieczny, a ich administratorem jest Marta Skoczeń prowadząca działalność pod nazwą Poradnia dietetyczna „Apetyt na Życie” specjalista ds. żywienia Marta Skoczeń. W każdej chwili możesz żądać ich usunięcia za pomocą formularza kontaktowego.