Pamiętam ten dzień bardzo dokładnie. Mimo że było to już ponad 15 lat temu. Prawie połowa mojego życia. Wyszłam z gabinetu z kartką w ręku, na której widniały 2 zdania. Jedno to diagnoza Hashimoto. Drugie to zalecenie przyjmowania Euthyroxu. Nie miałam pojęcia, co to właściwie wszystko znaczy. Brzmiało obco, groźnie. Usłyszałam, że mam brać leki i więcej żadnego wyjaśnienia. Wizyta trwała 5 min. Natomiast w mojej głowie było tysiąc pytań i żadnej odpowiedzi. Dziś po tych wielu latach, gdy analizuję ten temat chcę Ci przekazać 8 rzeczy, które chciałabym wiedzieć po diagnozie Hashimoto – moje doświadczenia i wskazówki. Pokażę Ci 8 rzeczy, które chciałabym wiedzieć i które zrobiłabym inaczej, gdyby to teraz zdiagnozowano u mnie Hashimoto.
8 rzeczy, które chciałabym wiedzieć po diagnozie Hashimoto – moje doświadczenia i wskazówki
Pokażę Ci 8 rzeczy, które chciałabym wiedzieć (i które zrobiłabym inaczej), gdyby to teraz zdiagnozowano u mnie Hashimoto. Gdy jako nastolatka usłyszałam diagnozę Hashimoto, czułam duży lęk i zagubienie. Tym bardziej, że żaden z lekarzy, do których trafiałam w poszukiwaniu diagnozy, a było ich wielu, nie podszedł do mnie empatycznie, ze zrozumieniem, nie wyjaśnił całej sytuacji. Dziś po latach wiem, co zrobiłabym inaczej. Z perspektywy czasu i doświadczenia, zarówno jako kobieta i jako dietetyczka wiem, że da się z tym żyć i to dobrze. Ale są rzeczy, które zrobiłabym inaczej, gdybym wtedy wiedziała to, co wiem teraz. Zaoszczędziłoby to wiele mojego czasu, stresu, nieprzespanych nocy i pieniędzy. Chcę się tym z Tobą podzielić, może dzięki temu Twoja droga będzie trochę łatwiejsza, spokojniejsza, bardziej świadoma.
8 rzeczy, które chciałabym wiedzieć po diagnozie Hashimoto – moje doświadczenia i wskazówki
1. Nie ufałabym ślepo jednemu badaniu i jednej tabletce
Na początku ufałam i wierzyłam lekarzowi. Wystarczy tylko regularnie badać TSH, przyjmować lek i wszystko się będzie dobrze. Tak mówił jeden lekarz, a kolejni potwierdzali. Tylko, że ja przy moim Hashimoto nigdy nie miałam wysokiego TSH. Miałam podniesione przeciwciała i obraz Hashimoto na USG tarczycy. I wcale nie czułam się dobrze, gdy przyjmowałam Euthyrox i TSH miałam w normie. Nadal byłam zmęczona, wzdęta, marzłam, włosy wypadały garściami. Euthyrox nie pomógł mi na to. Dopiero później, gdy zaczęłam rozumieć, że leczenie Hashimoto to coś więcej niż TSH i Euthyrox zaczęłam widzieć prawdziwą poprawę.
Pytaj i nie odpuszczaj.
Dodatkowo szukanie diagnozy, pomocy, przyczyn, tego co mi jest, nauczyło mnie, że warto być swoim adwokatem. Nie odpuszczać. Nie bać się pytać lekarzy, drążyć. Zadawać trudne pytania. Dopytywać, gdy coś jest niejasne, niezrozumiałe. Zapisywać wszystkie pytania na kartce. Nie wychodzić z gabinetu bez odpowiedzi. Mówić to, gdy ja czuję coś innego, mam inne spostrzeżenia, wiedzę. Nie bać się zmieniać lekarza, jeśli czujesz, że ktoś Cię nie słucha, nie uwzględnia Twoich pytań, próśb i sugestii. Swoją historię opisałam też w moim e-booku „Zdrowa tarczyca. Odżywianie i suplementacja w niedoczynności tarczycy i Hashimoto„. Natomiast, jakie badania robię, jak często i jakie jest moje podejście w temacie diagnostyki opisałam w moim artykule „Badania podstawowe i uzupełniające tarczycy„. Bardzo zachęcam Cię do jego przeczytania. Badanie samego TSH przy jakichkolwiek problemach z tarczycą to zdecydowanie za mało, bo możesz czuć się źle, a Twoje TSH może być idealne.
2. Zwróciłabym uwagę nie tylko na tarczycę
Po diagnozie Hashimoto byłam zafiksowana tylko i wyłącznie na tarczycy. Tylko ona mnie obchodziła, a całą resztę olałam. Wyniki, hormony, dawki leków. Wszystko zaczęło się kręcić się wokół tarczycy. Chciałam, żeby tarczyca znowu zaczęła działać. Jednak Hashimoto to nie tylko tarczyca, to przede wszystkim układ odpornościowy. Właśnie to często jest jednym z największych błędów kobiet po diagnozie Hashimoto czy też nawet niedoczynności tarczycy. Skupiamy się wyłącznie na tarczycy, na tym co jest dla niej dobre, co wtedy jeść, czego nie, jakie badania tarczycowe robić, zamiast zobaczyć szerszy obraz, cały organizm, hormony, jelita, układ odpornościowy, stres, styl życia.
Sieć naczyń połączonych.
Dziś wiem, że tarczyca nie jest wyizolowanym organem. To, jak pracuje tarczyca, zależy od całego organizmu i też innych hormonów. Nie da się wspierać tarczycy, ignorując resztę ciała. Tarczyca wpływa na pracę układu pokarmowego, żołądka, wątroby, jelit, hormonów płciowych i odwrotnie. Dlatego warto patrzeć szeroko i całościowo. Oczywiście należy dbać o tarczycę, ale nie skupiać się tylko i wyłącznie na niej. Kiedy wspieramy siebie całościowo, dopiero wtedy też naprawdę wspieramy swoją tarczycę.
3. Nie bagatelizowałabym tak długo sygnałów, które wysyłało mi ciało
Z perspektywy czasu widzę, że moje problemy z tarczycą, Hashimoto zaczęły się dużo wcześniej. Jednak ja to ignorowałam. Mimo że czułam się źle, że coś jest nie tak, udawałam, że tego nie widzę. Nie chciałam widzieć. Lekceważyłam to. Dlaczego? Bo moim priorytetem było schudnąć, zmniejszyć masę ciała. Nic innego się nie liczyło. I właśnie ta restrykcyjna dieta razem z bardzo intensywnymi treningami przyczyniło się do rozwoju Hashimoto. Był to bardzo duży stres dla mojego organizmu. Zanim usłyszałam diagnozę, moje ciało już od dawna próbowało mnie ostrzec.
Ignorowanie sygnałów.
Zmęczenie, które tłumaczyłam małą ilością snu. Wypadanie włosów to pewnie ze stresu na studiach. Zimne dłonie, wahania nastroju, mgła mózgowa wszystko miało jakieś logiczne wyjaśnienie. Nie chciałam widzieć, że coś jest nie tak. W głowie miałam tylko jeden cel, schudnąć i to się liczyło. Jednak z dnia na dzień moje ciało po prostu coraz głośniej prosiło o uwagę. Dziś wiem, że choroba rzadko spada na nas nagle. To raczej efekt wielu zignorowanych sygnałów, które przez lata odkładają się w ciele. Na konsultacjach też widzę, że wiele kobiet przez lata ignoruje objawy, sygnały, bo zawsze coś jest ważniejszego. Natomiast gdybym ja mogła cofnąć czas, nie bagatelizowałabym żadnego z nich. Im szybciej nauczymy się słuchać swojego ciała, im szybciej zareagujemy, tym mniej będzie do naprawienia. Szybciej zaczniemy wracać do zdrowia, nie tylko fizycznego, ale też psychicznego.
4. Zamiast walczyć z chorobą nauczyłabym się ze sobą współpracować
Przed diagnozą Hashimoto walczyłam ze sobą. Walczyłam o szczupłe, chude ciało. Idealną sylwetkę. Po diagnozie Hashimoto nadal walczyłam ze sobą, tylko teraz, żeby naprawić tarczycę. Cały czas byłam w trybie walki. Chciałam pokonać Hashimoto. Cały czas myślałam, że coś ze mną nie tak. Czułam, że moje ciało mnie zawiodło, że ja je zawiodłam, że cały czas zawodzę siebie. Byłam pełna napięcia, planów, oczekiwań. W permanentnym stresie. I cały czas walczyłam. Brakowało tu troski o siebie, współczucia, miłości do siebie, akceptacji. Dziś wiem, że walka z własnym organizmem to walka bez zwycięzcy. To droga donikąd. Od razu wprowadza negatywną narrację. Teraz nawet, jak prowadzę konsultację to staram się unikać słowa walka i też zachęcam kobiety, żeby tak o sobie nie myślały i nie żyły w takim trybie walki.
Nasze ciało nie jest naszym wrogiem.
Ono jest dla nas. Gra z nimi do jednej bramki. Cały czas próbuje nam pomóc tylko często nie rozumiemy jego języka. Ingerujemy je. Coś innego jest ważniejsze. Jednak kiedy zamiast walczyć ze sobą, swoim ciałem, zaczęłam słuchać, wiele rzeczy się zmieniło. Kiedy zaakceptowałam siebie, sytuację, w której jestem, to wtedy przyszły pierwsze dobre zmiany. Zaczęłam zauważać, co mi służy, co jest dla mnie dobre, a co negatywnie na mnie wpływa. Teraz dobrze rozumiem, że nie potrzebuję wojny z chorobą, ze sobą, z organizmem. Natomiast potrzebuję relacji z ciałem, ze sobą. Relacji pełnej zrozumienia, łagodności i współpracy. To właśnie dzięki tej współpracy czuję się dziś spokojniejsza, silniejsza i bardziej sobą niż kiedykolwiek wcześniej.
5. Zwróciłabym większą uwagę na stres i emocje
Kiedyś myślałam, że stres to po prostu taka codzienność, że nie da się inaczej. Na słowa zmniejsz stres, popracuj nad redukcją stresu, na swoim podejściem, reagowałam, że to takie tam gadanie, że każdy tak mówi, że to nie ma znaczenia. Da się go przecież znieść. Trochę nerwów, trochę pośpiechu, kawa, adrenalina, obowiązki, przecież takie jest życie. Jednak okazuje się, że to nie prawda. Hashimoto nie zaczyna się w tarczycy. Zaczyna się w przeciążonym układzie nerwowym. W chronicznym napięciu, w braku odpoczynku, braku przestrzeni dla siebie. Ja przez lata nie słuchałam swojego ciała, działam wbrew niemu, walczyłam z nim i ze sobą. Restrykcyjne, niskokaloryczne diety, nadmiar treningów to był bardzo duży stres dla mojego organizmu. I ja walczyłam ze sobą. Nie umiałam odpoczywać. Dziś wiem, że, odpoczynek, regeneracja to nie luksus. To nie wymysł.
Odpoczynek to potrzeba.
To konieczność. To obowiązek. Sen, spokój, wyciszenie, kontakt z naturą, odpoczynek bez wyrzutów sumienia to wszystko jest tak samo ważne, jak dieta czy suplementy. Gdybym mogła coś cofnąć, nauczyłabym się wcześniej odpoczywać, stawiać granice. Więcej czasu przeznaczyłabym na zabawę, śmiech, spotkania z przyjaciółmi, spacery po lesie i „nicnierobienie”. Teraz widzę, ile korzyści to mi przynosi.
6. Nie oczekiwałabym, że efekty pojawią się od razu
Kiedy dostałam diagnozę, wiedziałam już co mi jest, zaczynałam leczenie, to chciałam natychmiastowych efektów. Od zawsze byłam osobą niecierpliwą, ale tym razem ta niecierpliwość weszła na wyższy poziom. Zmieniłam dietę, zaczęłam suplementację, brałam leki i z każdym dniem, tygodniem sprawdzałam, czy już widać różnicę. A gdy nie widziałam poprawy, bo ciężko po kilku dniach zobaczyć efekty, to przychodziło rozczarowanie, złość, zwątpienie, poczucie bezsensu. Dziś wiem, że organizm potrzebuje czasu, by się odbudować. Często dużo czasu. Cierpliwość jest jednym z ważnych elementów w pracy nad poprawą zdrowia.
Hashimoto nie pojawiło się z dnia na dzień więc i proces powrotu do równowagi nie może być błyskawiczny.
Tu też popełniałam taki błąd, że często zbyt szybko wprowadzałam różne zmiany, suplementy, różne podejścia, a jak po kilkunastu dniach nie było widać efektów to rezygnowałam i próbowałam czegoś innego, nowego. Niektóre zmiany trwały tak krótko, że nawet nie miały prawa zadziałać, żeby zobaczyć efekty. Taki błąd często popełniają Panie, które się do mnie zgłaszają na konsultację. Zbyt szybko rezygnują z drogi, na którą weszły, nie dając sobie szans zobaczyć, czy jest właściwa i czy przyniesie efekty. A jak zbyt szybko wprowadzamy różne zmiany, to nie ma szans zobaczyć, czy to była ta właściwa. Naprawdę trzeba czasu. To trochę jak z rośliną, którą podlewasz codziennie, ale nie widzisz, jak rośnie. W pewnym momencie po prostu zauważasz, że zakwitła. Tak samo jest z ciałem. Zmiany dzieją się po cichu, pod powierzchnią, zanim staną się widoczne. Gdybym mogła cofnąć czas, dałabym sobie więcej cierpliwości, czasu i zaufania. Nie porównywałabym się z innymi. Nie wymagałabym od siebie aż tak dużo. Dodatkowo, co ważne, to każdy organizm ma swój rytm, swoje tempo, swoją historię. Dochodzenie do zdrowia to nie wyścig tylko proces.
7. Nie odkładałabym siebie na później
To nie był mój błąd w tamtym czasie, gdy dostałam diagnozę Hashimoto. Chociaż po części tak, bo wiele sygnałów ignorowałam i odkładałam na później. To było coś, co pojawiło się u mnie w zeszłym roku po urodzeniu dziecka. To była tak duża zmiana w moim życiu, synek stał się najważniejszy, że zaczęłam ignorować siebie, swoje zdrowie i potrzeby. Na szczęście w porę powiedziałam stop. Teraz dziecko stało się dla mnie dużą motywacją, żeby dbać o siebie, bo wiem, że jestem mu potrzebna zdrowa i w pełni sił. Nikt nie zastąpi mu mamy. Dlatego chciałam dodać ten punkt, bo często to też pojawia się na konsultacjach w rozmowach z Paniami.
Zawsze jest coś ważniejsze.
Często słyszę na konsultacjach „Najpierw praca, dzieci, dom, inni, a dopiero potem ja. A czasami już nie starcza czasu i sił na mnie” I często to „potem” przesuwa się coraz dalej, aż czasami jest naprawdę źle. Często na konsultacjach słyszę, że dopiero to choroba sprawiła, że ktoś musiał się zatrzymać, że zrozumiał, że dbanie o siebie to nie egoizm. To konieczność. Że nie można tego odkładać w nieskończoność. Jeśli nie zatroszczę się o siebie, nie będę miała siły troszczyć się o innych. O moje dziecko.
8. Kupiłabym e-booka „Zdrowa tarczyca. Odżywianie i suplementacja w niedoczynności tarczycy i Hashimoto„
Tak, mówię serio. Wszystko bym dała, żeby wtedy 15 lat temu taka pozycja trafiła w moje ręce. Zaoszczędziłabym mnóstwo czasu, stresu i pieniędzy. Nie spędzałabym tylu nieprzespanych nocy na przeszukiwaniu internetu w poszukiwaniu odpowiedzi, które i tak często się wykluczały. Nie czułabym się tak zagubiona i przytłoczona. W jednym miejscu miałabym to, czego wtedy najbardziej potrzebowałam, czyli perspektywę kobiety, która sama zmaga się z problemami z tarczycą, połączoną z wiedzą dietetyczki specjalizującej się w chorobach tarczycy. Kogoś, kto tłumaczy wszystko prosto, z empatią i bez zbędnych teorii. Dziś wiem, że taka wiedza potrafi oszczędzić lata prób i błędów.
Dać coś, czego nie da się kupić, spokój i poczucie kontroli nad własnym zdrowiem.
Hashimoto to nie tylko wyniki badań i leki. To też codzienne wybory, emocje, relacja z własnym ciałem. Po latach pracy z kobietami z Hashimoto wiem, że wiele z nas popełnia te same błędy z braku rzetelnej wiedzy i wsparcia. Właśnie dlatego sama napisałam coś, czego wtedy tak bardzo mi brakowało. Dlatego stworzyłam coś, co sama chciałabym dostać na początku tej drogi. Przewodnik, który prowadzi krok po kroku przez najważniejsze aspekty odżywiania i suplementacji w niedoczynności tarczycy i Hashimoto.
Dziś uśmiecham się do tamtej dziewczyny z wdzięcznością, bo to dzięki niej powstał ten e-book 🙂
8 rzeczy, które chciałabym wiedzieć po diagnozie Hashimoto – moje doświadczenia i wskazówki
Gdybym mogła cofnąć czas, nie zmieniłabym faktu, że zachorowałam. Jednak zmieniłabym to, jak do tej choroby podchodziłam. Dziś Hashimoto nie jest już dla mnie wrogiem. Jest częścią mnie, która nauczyła mnie pokory, uważności i szacunku do własnego ciała. Jeśli właśnie dowiedziałaś się o diagnozie, nie bój się. To nie koniec świata.
To często początek nowej drogi. I chociaż czasem będzie trudno, pamiętaj, że nie jesteś w tym sama. A jeśli już od wielu lat zmagasz się z Hashimoto czy niedoczynnością tarczycy i wciąż coś jest nie tak, wciąż masz negatywne objawy, nie wiesz co robić, czujesz, że utknęłaś w martwym punkcie, to daj siebie pomóc. Nie musisz przechodzić przez wszystko sama. Nie musisz błądzić po omacku ani szukać odpowiedzi w tysiącach sprzecznych źródeł.
Chcesz zrozumieć swoje ciało jeszcze lepiej?
Możesz zrobić pierwszy krok, który naprawdę ma znaczenie.
Sięgnij po mojego e-booka „Zdrowa tarczyca. Odżywianie i suplementacja w niedoczynności tarczycy i Hashimoto”. To przewodnik, który pomoże Ci zrozumieć swoje ciało i poczuć się lepiej. Ten e-book to kompendium wiedzy, które pomoże Ci zrozumieć, co naprawdę dzieje się w Twoim organizmie, jak wspierać tarczycę od środka i jak krok po kroku odzyskać energię. To nie kolejny „plan diety”, ale przewodnik po Twoim własnym zdrowiu. Z serca dla kobiet, które tak jak ja kiedyś szukają odpowiedzi, nie tylko wyników.
Natomiast jeśli potrzebujesz indywidualnego wsparcia i planu dopasowanego do Ciebie to zapraszam Cię na konsultację. Razem znajdziemy rozwiązania, które przywrócą Ci równowagę i spokój.
